Jak bank naprawdę liczy zdolność kredytową przedsiębiorcy?

Firma osiąga 1,5 mln zł przychodu rocznie i 250 tys. zł dochodu.

W jednym banku przedsiębiorca słyszy, że może otrzymać 150 tys. zł.

W drugim – 400 tys. zł.

W trzecim dostaje odmowę.

Te same wyniki finansowe. Ta sama działalność. Ten sam właściciel.

Skąd takie różnice?

Odpowiedź jest prosta tylko pozornie: banki nie liczą zdolności kredytowej przedsiębiorcy w identyczny sposób.

Każda instytucja korzysta z własnych modeli oceny ryzyka, własnych zasad uwzględniania dochodu, zobowiązań i kosztów oraz własnej polityki wobec poszczególnych branż.

Dlatego pytanie:

„Ile mam zdolności kredytowej?”

często nie ma jednej odpowiedzi.

Lepsze pytanie brzmi:

„Jak poszczególne banki ocenią moją firmę?”

Zdolność kredytowa to nie tylko dochód

Przedsiębiorcy często zaczynają od jednej liczby – dochodu.

To oczywiste. Im więcej firma zarabia, tym większa powinna być możliwość obsługi kredytu.

Ale dla banku sam dochód to za mało.

Analityk chce wiedzieć nie tylko, ile firma zarobiła, lecz również:

  • jak długo działa,
  • czy wyniki są stabilne,
  • czy przychody rosną czy spadają,
  • jakie zobowiązania już posiada,
  • jak wygląda historia spłat,
  • czy działalność jest sezonowa,
  • w jakiej branży działa,
  • jak przedsiębiorca się rozlicza,
  • jaka będzie nowa rata,
  • czy po jej zapłaceniu pozostanie odpowiedni bufor bezpieczeństwa.

Dopiero z tych elementów powstaje rzeczywista ocena zdolności.

Przychód nie jest tym samym co dochód

To jeden z najczęstszych punktów nieporozumienia.

Firma może osiągać 2 mln zł przychodu rocznie, ale jeżeli koszty wynoszą 1,9 mln zł, jej rzeczywista nadwyżka finansowa jest niewielka.

Bank patrzy więc nie tylko na skalę działalności, ale przede wszystkim na to, ile pieniędzy pozostaje po uwzględnieniu kosztów.

Dla przedsiębiorcy bardzo wysoki obrót może być powodem do dumy.

Dla analityka kredytowego istotniejsze może być to, czy firma generuje wystarczający wynik, aby bezpiecznie obsłużyć dodatkową ratę.

Dlatego dwa przedsiębiorstwa o identycznym przychodzie mogą mieć zupełnie inną zdolność kredytową.

Dochód podatkowy i dochód bankowy mogą się różnić

Tutaj zaczyna się robić ciekawiej.

Przedsiębiorca patrzy na deklarację podatkową i widzi konkretny dochód.

Bank może jednak obliczyć go inaczej.

W zależności od modelu analizy może uwzględniać niektóre pozycje w odmienny sposób.

Przykładem jest amortyzacja.

Dla celów księgowych i podatkowych jest ona kosztem.

Ale nie zawsze oznacza rzeczywisty wypływ gotówki w danym miesiącu. Dlatego część banków może w określonych sytuacjach uwzględniać ją przy ocenie zdolności w sposób bardziej korzystny niż prosty odczyt dochodu podatkowego.

Podobnie może wyglądać kwestia niektórych kosztów jednorazowych.

Jeżeli firma poniosła duży wydatek, który obniżył wynik tylko w jednym okresie, bank może chcieć zrozumieć, czy był to stały element działalności, czy zdarzenie wyjątkowe.

To jeden z powodów, dla których sama liczba z PIT-u nie mówi jeszcze wszystkiego.

Forma opodatkowania ma znaczenie

Inaczej analizowana może być firma prowadząca pełną księgowość, inaczej działalność rozliczana na zasadach ogólnych, a jeszcze inaczej przedsiębiorca na ryczałcie.

W przypadku ryczałtu bank nie widzi klasycznego dochodu w taki sam sposób jak przy księdze przychodów i rozchodów.

Dlatego musi sam oszacować, jaka część przychodu może być uznana za dochód.

I właśnie tutaj pojawiają się duże różnice między bankami.

Jedna instytucja może przyjąć bardziej konserwatywny wskaźnik.

Inna może korzystać z korzystniejszego przelicznika dla określonej branży.

W efekcie dwóch przedsiębiorców z takim samym przychodem na ryczałcie może otrzymać zupełnie inną ocenę w zależności od banku.

To szczególnie ważne w zawodach, w których koszty działalności są relatywnie niskie, a przychód dobrze odzwierciedla realną zdolność do generowania nadwyżki.

Bank patrzy na historię, nie tylko na ostatni miesiąc

Dobry miesiąc nie oznacza jeszcze dobrej zdolności kredytowej.

Bank chce wiedzieć, czy wyniki są powtarzalne.

Jeżeli firma przez dwa lata osiągała stabilne przychody i nagle w ostatnim kwartale zanotowała bardzo mocny wzrost, analityk może chcieć sprawdzić, z czego on wynika.

Czy pojawił się nowy duży kontrahent?

Czy firma rozszerzyła działalność?

Czy wzrost jest trwały?

A może to jednorazowe zdarzenie?

Z drugiej strony, jeżeli wyniki w ostatnich miesiącach są słabsze niż wcześniej, bank również będzie chciał poznać przyczynę.

Dlatego zdolność kredytowa firmy jest często oceną trendów, a nie jednego punktu w czasie.

Obecne zobowiązania potrafią mocno zmienić wynik

Firma może zarabiać bardzo dobrze, ale jednocześnie posiadać kilka leasingów, kredyt inwestycyjny, limit w rachunku i kartę kredytową.

Każde z tych zobowiązań może wpływać na zdolność.

Bank analizuje bowiem nie tylko to, ile firma zarabia, ale również ile już musi co miesiąc oddawać innym instytucjom.

To dokładnie tak jak w budżecie domowym.

Jeżeli dwie osoby zarabiają po 15 tys. zł miesięcznie, ale jedna nie ma żadnych kredytów, a druga spłaca kilka zobowiązań, ich możliwość zaciągnięcia kolejnego długu nie będzie taka sama.

W firmie działa podobny mechanizm.

Leasing również ma znaczenie

To szczególnie istotne w przedsiębiorstwach, które intensywnie korzystają z leasingu.

Sam fakt posiadania leasingów nie jest czymś negatywnym.

Wręcz przeciwnie – może świadczyć o inwestowaniu i rozwoju firmy.

Ale rata leasingowa jest realnym miesięcznym obciążeniem.

Jeżeli przedsiębiorca posiada kilka samochodów, maszyny czy sprzęt finansowany leasingiem, bank musi uwzględnić te płatności przy ocenie możliwości obsługi kolejnego zobowiązania.

I znowu: poszczególne banki mogą robić to nieco inaczej.

Limity w rachunku i karty kredytowe – nawet niewykorzystane

To jeden z częstszych elementów, który zaskakuje przedsiębiorców.

Firma posiada limit 200 tys. zł, ale aktualnie wykorzystuje tylko 20 tys. zł.

Właściciel uważa więc, że zadłużenie jest niewielkie.

Bank może jednak patrzeć również na cały dostępny limit jako potencjalne zobowiązanie.

Podobnie może być z kartami kredytowymi.

Dlaczego?

Ponieważ dziś przedsiębiorca nie korzysta z dostępnych środków, ale jutro może wykorzystać całość.

Z punktu widzenia zarządzania ryzykiem bank musi brać pod uwagę również taki scenariusz.

Dlatego nieużywany limit może czasem zmniejszać zdolność bardziej, niż przedsiębiorca się spodziewa.

Branża również wpływa na ocenę

Nie wszystkie działalności są oceniane tak samo.

Bank może inaczej postrzegać firmę usługową, inaczej transportową, budowlaną, handlową czy medyczną.

Nie chodzi o prosty podział na „dobre” i „złe” branże.

Znaczenie mają między innymi:

  • stabilność przychodów,
  • sezonowość,
  • wrażliwość na koniunkturę,
  • typowe marże,
  • długość kontraktów,
  • koncentracja klientów,
  • historyczne poziomy ryzyka w danym sektorze.

Co więcej, polityka banku może się zmieniać.

Branża, która w jednym okresie jest finansowana bardzo chętnie, w innym może być oceniana bardziej ostrożnie.

Staż działalności też ma znaczenie

Firma działająca od dziesięciu lat daje bankowi znacznie więcej danych do analizy niż przedsiębiorstwo funkcjonujące od kilku miesięcy.

Dłuższa historia pozwala sprawdzić, jak firma zachowywała się w różnych okresach.

Czy radziła sobie ze spadkiem sprzedaży?

Czy regularnie regulowała zobowiązania?

Czy wyniki są stabilne?

Dlatego młode firmy mogą mieć ograniczony dostęp do części produktów.

Nie oznacza to jednak, że nie mogą uzyskać finansowania. Po prostu katalog dostępnych rozwiązań może być mniejszy.

Sezonowość nie musi być problemem

Wyobraźmy sobie firmę, która większość przychodów generuje pomiędzy kwietniem a wrześniem.

Jesienią i zimą wyniki są dużo słabsze.

Czy to oznacza niską zdolność?

Niekoniecznie.

Jeżeli taki model działalności powtarza się od wielu lat, firma jest rentowna i dobrze zarządza płynnością, sezonowość może być po prostu normalną cechą biznesu.

Problem pojawia się wtedy, gdy bank ocenia przedsiębiorstwo na podstawie krótkiego okresu, który akurat przypada na słabsze miesiące.

Dlatego istotne jest nie tylko to, jakie firma ma wyniki, ale również jak te wyniki są interpretowane.

Kwota i okres kredytu zmieniają zdolność

Przedsiębiorca może mieć zdolność na konkretną kwotę przy siedmioletnim okresie spłaty, ale nie mieć jej przy trzech latach.

Powód jest prosty: rata będzie zupełnie inna.

Bank ocenia, czy firma jest w stanie obsługiwać miesięczne obciążenie.

Jeżeli kwota kredytu zostanie rozłożona na dłuższy okres, rata spada.

To może poprawić zdolność.

Oczywiście dłuższy okres oznacza zwykle wyższy całkowity koszt odsetkowy.

Dlatego celem nie powinno być maksymalne wydłużenie spłaty, lecz znalezienie równowagi między wysokością raty, kosztem i bezpieczeństwem firmy.

Dlaczego bank A mówi „tak”, a bank B „nie”?

To pytanie pojawia się bardzo często.

I odpowiedź nie musi mieć nic wspólnego z błędem któregoś z banków.

Każda instytucja posiada własny model ryzyka.

Może inaczej liczyć dochód.

Inaczej uwzględniać leasing.

Inaczej oceniać ryczałt.

Mieć inne wymagania dotyczące stażu działalności.

Inaczej podchodzić do konkretnej branży.

W rezultacie ta sama firma może być oceniona bardzo różnie.

Dlatego odmowa w jednym banku nie oznacza automatycznie braku zdolności kredytowej w całym sektorze.

Ale też odwrotnie – pozytywna symulacja w jednej instytucji nie oznacza, że każdy bank dojdzie do tego samego wniosku.

Z praktyki doradcy: ten sam przedsiębiorca, trzy różne wyniki

Wyobraźmy sobie właściciela dobrze prosperującej firmy usługowej.

Działalność prowadzi od kilku lat, osiąga stabilny dochód i posiada dwa leasingi.

Potrzebuje 400 tys. zł na rozwój.

W pierwszym banku zdolność okazuje się zbyt niska.

W drugim otrzymuje możliwość finansowania około 250 tys. zł.

W trzecim dostępna kwota zbliża się do oczekiwanego poziomu.

Co się zmieniło?

Nie firma.

Nie jej dochód.

Nie historia kredytowa.

Zmienił się sposób, w jaki bank policzył te same dane.

Jedna instytucja mocniej obciążyła przedsiębiorcę istniejącymi leasingami.

Druga przyjęła bardziej konserwatywne założenia dotyczące dochodu.

Trzecia zastosowała model lepiej dopasowany do profilu tej działalności.

To dobry przykład tego, dlaczego przed formalnym złożeniem wniosku warto najpierw zrozumieć swoją sytuację.

Czy można samemu policzyć zdolność kredytową firmy?

Można zrobić wstępny szacunek.

Warto znać średni miesięczny dochód, wysokość wszystkich rat i leasingów, dostępne limity oraz kwotę planowanego finansowania.

To daje ogólny obraz sytuacji.

Nie da się jednak w prostym kalkulatorze dokładnie odtworzyć modeli wszystkich banków.

Szczególnie w przypadku działalności gospodarczej.

Dlatego internetowe kalkulatory zdolności mogą być przydatne jako orientacja, ale nie powinny być traktowane jako ostateczna odpowiedź.

Co warto przygotować przed analizą?

Przed rozpoczęciem procesu dobrze zebrać podstawowe informacje:

wyniki finansowe za ostatnie okresy,

aktualne zobowiązania,

miesięczne raty,

limity w rachunkach i na kartach,

informację o leasingach,

planowaną kwotę i okres finansowania,

cel kredytu.

Dzięki temu można znacznie szybciej określić, czy dana konstrukcja finansowania jest realna.

I co równie ważne – można uniknąć składania przypadkowych wniosków.

Podsumowanie – jedna firma, wiele sposobów liczenia

Zdolność kredytowa przedsiębiorcy nie jest jedną stałą liczbą.

To wynik konkretnego modelu analizy.

Bank patrzy na dochód, ale również na jego stabilność, sposób opodatkowania, zobowiązania, leasingi, limity, branżę, staż działalności i wysokość planowanej raty.

Dlatego ta sama firma może zostać oceniona różnie przez różne instytucje.

I właśnie z tego powodu w finansowaniu firm często ważniejsze od pytania:

„Czy mam zdolność kredytową?”

jest pytanie:

„Jak moja firma zostanie oceniona w konkretnym modelu bankowym?”

Bo liczby pozostają te same.

Zmienia się sposób ich interpretacji.

A przy finansowaniu przedsiębiorstw ta różnica potrafi oznaczać zarówno zmianę dostępnej kwoty, jak i całkowicie inną decyzję kredytową.