Kredyt obrotowy czy inwestycyjny? Jak dobrać finansowanie do rzeczywistych potrzeb firmy
Przedsiębiorca potrzebuje 300 tys. zł.
Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta: trzeba znaleźć bank, porównać oprocentowanie, prowizję i ratę, a następnie wybrać najtańszą ofertę.
Tyle że zanim zaczniemy porównywać ceny, warto odpowiedzieć na znacznie ważniejsze pytanie:
Na co właściwie potrzebne są te pieniądze?
Innego finansowania potrzebuje firma, która kupuje maszynę mającą pracować przez następne dziesięć lat. Innego przedsiębiorstwo, które musi zapłacić dostawcom, zanim otrzyma należności od swoich klientów. Jeszcze inaczej wygląda sytuacja firmy, która jednocześnie inwestuje i potrzebuje dodatkowych środków na bieżącą działalność.
Wybór niewłaściwego rodzaju finansowania może sprawić, że nawet pozornie atrakcyjny kredyt stanie się dla firmy niepotrzebnym obciążeniem.
Dlatego przed pytaniem „który bank ma najlepszą ofertę?” powinno pojawić się inne:
„Jaki rodzaj finansowania pasuje do tego, co chcę zrobić?”
Kredyt nie jest celem. Jest narzędziem
To podstawowa zasada, o której łatwo zapomnieć.
Firma nie potrzebuje kredytu dla samego kredytu. Potrzebuje maszyny, samochodu, dodatkowego magazynu, większej ilości towaru, środków na realizację kontraktu albo zabezpieczenia płynności.
Finansowanie jest tylko narzędziem pozwalającym osiągnąć określony cel.
Dlatego konstrukcja kredytu powinna być do tego celu dopasowana.
Jeżeli zakupiona maszyna będzie generowała przychody przez wiele lat, logiczne może być rozłożenie jej finansowania na dłuższy okres.
Jeżeli natomiast przedsiębiorca potrzebuje pieniędzy na zakup towaru, który sprzeda w ciągu kilku miesięcy, finansowanie tego wydatku wieloletnim kredytem może nie mieć większego sensu.
To właśnie tutaj pojawia się podstawowe rozróżnienie pomiędzy kredytem obrotowym i inwestycyjnym.
Kredyt obrotowy – finansowanie codziennej działalności
Kredyt obrotowy służy przede wszystkim finansowaniu bieżących potrzeb przedsiębiorstwa. Może być wykorzystywany m.in. do zakupu towarów i usług czy regulowania zobowiązań związanych z prowadzoną działalnością. Jego rolą jest przede wszystkim wspieranie kapitału obrotowego i płynności firmy.
Wyobraźmy sobie hurtownię, która otrzymuje duże zamówienie.
Aby je zrealizować, musi kupić towar za 200 tys. zł. Dostawcy trzeba zapłacić praktycznie od razu, natomiast klient ureguluje fakturę dopiero za 60 dni.
Firma jest rentowna. Na transakcji zarobi.
Problemem jest jednak różnica w czasie pomiędzy wydatkiem a otrzymaniem pieniędzy.
To klasyczna sytuacja, w której potrzebny jest kapitał obrotowy, a nie finansowanie wieloletniej inwestycji.
Podobnie może być w przedsiębiorstwach sezonowych. Firma przed rozpoczęciem sezonu kupuje większą ilość towaru, zwiększa zapasy czy ponosi dodatkowe koszty, a przychody pojawią się dopiero później.
Kredyt obrotowy może wówczas pełnić funkcję finansowego pomostu.
Kredyt inwestycyjny – kiedy pieniądze mają stworzyć coś na lata
Inaczej wygląda sytuacja, kiedy przedsiębiorca chce kupić maszynę, wyposażyć nowy zakład, zmodernizować nieruchomość albo wdrożyć technologię, która będzie wykorzystywana przez kolejne lata.
Tutaj pojawia się kredyt inwestycyjny.
Jego przeznaczeniem jest finansowanie przedsięwzięć rozwojowych i majątku firmy. Z tego powodu finansowanie inwestycyjne może być rozłożone na znacznie dłuższy okres niż typowe finansowanie bieżącej działalności.
I ma to ekonomiczny sens.
Jeżeli maszyna ma pracować przez osiem czy dziesięć lat, nie zawsze rozsądne byłoby finansowanie całego zakupu z bieżącej gotówki albo spłacenie kredytu w ciągu kilkunastu miesięcy.
Inwestycja powinna mieć czas, aby zacząć generować przychody.
Dlatego okres finansowania warto dopasować nie tylko do możliwości uzyskania kredytu, ale również do ekonomicznego życia inwestycji.
Najważniejsza jest płynność, nie sama wysokość długu
Wielu przedsiębiorców podchodzi do finansowania bardzo konserwatywnie:
„Jeżeli mam pieniądze, wolę zapłacić gotówką.”
To podejście ma oczywistą zaletę – brak kredytu oznacza brak odsetek.
Nie zawsze jednak oznacza najlepszą decyzję dla firmy.
Załóżmy, że przedsiębiorstwo posiada 500 tys. zł wolnych środków i planuje zakup maszyny za 400 tys. zł.
Może zapłacić gotówką.
Po transakcji zostanie mu jednak tylko 100 tys. zł.
A firma nadal musi wypłacać wynagrodzenia, płacić podatki, kupować materiały i regulować faktury. Może też pojawić się opóźnienie płatności od dużego kontrahenta albo kolejna atrakcyjna okazja inwestycyjna.
Przedsiębiorstwo posiada więc wartościową maszynę, ale jego rezerwa gotówkowa została mocno ograniczona.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie:
„Czy stać mnie na zakup za gotówkę?”
Warto zapytać również:
„Ile gotówki powinno pozostać w firmie po dokonaniu inwestycji?”
Limit w rachunku – finansowa poduszka czy stałe źródło pieniędzy?
Jedną z form finansowania bieżącej działalności jest odnawialny limit w rachunku. W takim rozwiązaniu wpływy na konto mogą automatycznie zmniejszać wykorzystane zadłużenie, a przedsiębiorca ponownie korzysta ze środków, gdy pojawia się taka potrzeba.
Dla firmy z nieregularnymi przepływami może to być bardzo wygodne.
Problem pojawia się wtedy, kiedy limit przestaje pełnić funkcję bufora i jest stale wykorzystany niemal w całości.
Wyobraźmy sobie limit 200 tys. zł.
Jeżeli przedsiębiorca okresowo wykorzystuje 50–100 tys. zł, a po wpływie należności wraca do dodatniego salda, produkt rzeczywiście wspiera płynność.
Jeżeli jednak przez cały rok saldo oscyluje w okolicach minus 190 tys. zł, sytuacja wygląda inaczej.
Te pieniądze przestały finansować chwilową różnicę pomiędzy wpływami i wydatkami. W praktyce stały się trwałym elementem finansowania przedsiębiorstwa.
Wtedy warto zastanowić się, czy struktura finansowania jest nadal właściwa.
Jeden kredyt nie musi finansować wszystkiego
To szczególnie ważne przy większych projektach.
Załóżmy, że przedsiębiorca otwiera nowy punkt działalności.
Potrzebuje:
250 tys. zł na remont i wyposażenie,
200 tys. zł na maszyny,
100 tys. zł na pierwsze zatowarowanie,
50 tys. zł dodatkowej rezerwy płynnościowej.
Łączne zapotrzebowanie wynosi 600 tys. zł.
Najprostszym rozwiązaniem wydaje się jeden kredyt na 600 tys. zł.
Ale niekoniecznie musi to być rozwiązanie najlepsze.
Maszyny i wyposażenie będą służyły firmie przez wiele lat. Zapas towaru zostanie natomiast sprzedany prawdopodobnie w ciągu kilku miesięcy.
Mamy więc dwa zupełnie różne rodzaje potrzeb finansowych.
W takiej sytuacji można rozważyć rozdzielenie finansowania: część inwestycyjną dopasować do długiego okresu użytkowania majątku, a część obrotową pozostawić jako bardziej elastyczne zabezpieczenie bieżącej działalności.
Nie chodzi o to, że zawsze należy mieć kilka produktów.
Chodzi o to, żeby termin spłaty zobowiązania odpowiadał temu, co za te pieniądze finansujemy.
Dlaczego zbyt krótki okres finansowania może zaszkodzić dobrej inwestycji?
Przedsiębiorcy często chcą spłacić kredyt możliwie szybko.
Psychologicznie jest to zrozumiałe – krótszy okres oznacza szybsze pozbycie się zobowiązania i zazwyczaj niższy całkowity koszt odsetek.
Ale pojawia się druga strona równania: wysokość miesięcznej raty.
Maszyna kosztująca 500 tys. zł może być świetną inwestycją i zwiększać zysk firmy. Jeżeli jednak sposób jej finansowania powoduje bardzo wysoką miesięczną ratę, przez pierwsze lata inwestycja może mocno obciążać przepływy finansowe przedsiębiorstwa.
Czasami rozsądniejsze jest więc pozostawienie większego marginesu bezpieczeństwa.
Jeżeli warunki umowy umożliwiają wcześniejszą spłatę lub nadpłaty na akceptowalnych zasadach, przedsiębiorca może spłacić zobowiązanie szybciej wtedy, gdy firma rzeczywiście będzie generowała odpowiednie nadwyżki.
A zbyt długi?
Tutaj działa odwrotna zasada.
Wydłużanie okresu kredytowania obniża ratę, ale zwykle zwiększa łączny koszt odsetkowy.
Nie ma więc sensu finansować krótkotrwałej potrzeby przez wiele lat wyłącznie dlatego, że miesięczna rata wygląda atrakcyjnie.
Dobrym punktem odniesienia jest okres, przez jaki finansowany wydatek będzie przynosił firmie korzyści.
Jeżeli przedsiębiorca kupuje urządzenie, które planuje wymienić za trzy lata, kredyt na dziesięć lat może oznaczać, że będzie nadal spłacał sprzęt, którego już nie używa.
To sytuacja, której warto unikać.
Kredyt obrotowy nie powinien maskować problemu
Finansowanie bieżące może być bardzo użytecznym narzędziem.
Ale istnieje istotna różnica pomiędzy finansowaniem płynności a finansowaniem straty.
Jeżeli firma zarabia, ale musi czekać 60 czy 90 dni na płatności klientów, kredyt obrotowy może rozwiązywać naturalny problem cyklu rozliczeniowego.
Jeżeli natomiast przedsiębiorstwo co miesiąc wydaje więcej, niż generuje, dodatkowy limit nie usuwa źródła problemu.
Jedynie odsuwa go w czasie.
To jedna z najważniejszych rzeczy, które warto sprawdzić przed zaciągnięciem finansowania obrotowego.
Czy pieniądze są potrzebne dlatego, że firma rośnie i musi sfinansować większy obrót?
Czy dlatego, że kontrahenci płacą później niż przedsiębiorstwo musi regulować własne zobowiązania?
Czy może dlatego, że podstawowa działalność przestała generować wystarczającą marżę?
W pierwszych dwóch przypadkach finansowanie może być elementem rozwiązania.
W trzecim potrzebna jest przede wszystkim analiza samego biznesu.
Nie tylko kredyt – warto patrzeć szerzej
Podział na kredyt obrotowy i inwestycyjny nie oznacza, że przedsiębiorca ma do wyboru wyłącznie te dwa rozwiązania.
Przy zakupie konkretnych aktywów można rozważyć leasing.
Przy długich terminach płatności od kontrahentów pomocny może być faktoring.
W określonych sytuacjach dostępne są również gwarancje zabezpieczające finansowanie czy programy wspierające inwestycje przedsiębiorstw. BGK wskazuje obecnie rozwiązania gwarancyjne obejmujące zarówno kredyty obrotowe, jak i inwestycyjne, ale dostępność i warunki poszczególnych instrumentów zależą od programu oraz sytuacji przedsiębiorcy.
Nie ma produktu finansowego, który byłby najlepszy w każdej sytuacji.
Są natomiast produkty lepiej lub gorzej dopasowane do konkretnego problemu.
Z praktyki doradcy: firma potrzebuje 400 tys. zł. Ale czy naprawdę potrzebuje kredytu na 400 tys.?
Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę planującego zakup maszyny za 300 tys. zł.
Jednocześnie potrzebuje około 100 tys. zł dodatkowych środków na zakup materiałów związanych z nowymi zamówieniami.
Łącznie: 400 tys. zł.
Naturalnym pomysłem jest jeden kredyt na całość.
Po dokładniejszej analizie okazuje się jednak, że potrzeby mają zupełnie inny charakter.
Maszyna będzie wykorzystywana przez wiele lat.
Materiały zostaną zużyte przy realizacji kontraktów, a pieniądze wrócą do przedsiębiorstwa po opłaceniu faktur przez klientów.
Zamiast pytać wyłącznie o kredyt na 400 tys. zł, warto więc przeanalizować strukturę całego przedsięwzięcia.
Być może część inwestycyjna powinna być rozłożona na kilka lat, a 100 tys. zł powinno mieć formę elastycznego finansowania bieżącego.
Wtedy zobowiązania lepiej odpowiadają rzeczywistemu cyklowi działalności firmy.
I właśnie na tym polega właściwe dobieranie finansowania.
Nie na znalezieniu największej dostępnej kwoty, lecz na takim ułożeniu zobowiązań, aby pomagały przedsiębiorstwu, zamiast ograniczać jego płynność.
Pięć pytań przed rozmową z bankiem
Przed rozpoczęciem poszukiwania finansowania warto odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań.
Na co dokładnie potrzebuję pieniędzy?
Czy jest to inwestycja, zapas towaru, realizacja kontraktu, płynność, remont, samochód czy kilka różnych potrzeb jednocześnie?
Na jak długo potrzebuję tych środków?
Czy pieniądze wrócą do firmy po dwóch miesiącach, czy finansowany składnik będzie generował przychody przez następne dziesięć lat?
Jaką ratę firma może bezpiecznie obsługiwać?
Nie w najlepszym miesiącu, lecz również wtedy, kiedy sprzedaż będzie słabsza.
Ile własnej gotówki chcę zaangażować?
Nie tylko ile mogę wydać, ale ile powinno pozostać jako rezerwa.
Co stanie się, jeżeli przychody pojawią się później, niż zakładam?
Dobre finansowanie powinno uwzględniać również mniej optymistyczny scenariusz.
Jeżeli potrafimy odpowiedzieć na te pytania, znacznie łatwiej określić, jakiego produktu rzeczywiście potrzebuje firma.
Podsumowanie – najpierw potrzeba, później produkt
Przy wyborze finansowania przedsiębiorcy często zaczynają od porównywania oprocentowania, prowizji i miesięcznych rat.
To ważne parametry.
Ale powinny pojawić się dopiero w drugim kroku.
Pierwszym jest zrozumienie, co właściwie finansujemy.
Kredyt obrotowy może dobrze wspierać bieżącą działalność, finansować zapasy, kontrakty czy przejściowe różnice pomiędzy wpływami i wydatkami.
Kredyt inwestycyjny lepiej odpowiada potrzebom związanym z zakupem majątku i przedsięwzięciami, które mają przynosić firmie korzyści przez wiele lat.
Czasami najlepszym rozwiązaniem będzie połączenie kilku źródeł finansowania.
Czasami część inwestycji warto pokryć własnymi środkami.
A czasami najlepszą decyzją będzie w ogóle rezygnacja z dodatkowego długu.
Najważniejsze, żeby sposób finansowania wynikał z ekonomiki przedsiębiorstwa, a nie z tego, jaki produkt akurat zaproponowano.
Bo dobre finansowanie nie polega na tym, żeby pożyczyć jak najwięcej i spłacać jak najmniej miesięcznie.
Polega na tym, żeby pieniądze były dostępne w odpowiedniej wysokości, na odpowiedni cel i przez odpowiedni czas.